środa, 3 października 2012

O dziedzinie, w której bardziej pasujemy do stepów Azji, niż do Europy.



Dziś nie o polityce.
Ale o polskim prawie.
A właściwie o braku poszanowania dla tego prawa.

            I ze strony zwykłych, prostych obywateli. Ale przede wszystkim przez instytucje, których „psim obowiązkiem” jest pilnować przestrzegania tego prawa. Bo do tego celu zostały kiedyś stworzone i w tym  celu są przez nas wszystkich utrzymywane.
            Zobaczyłem wczoraj w TV dwa programy. I właśnie pod wpływem tego, co zobaczyłem i usłyszałem, utwierdziłem się w przekonaniu, że pod względem poszanowania obowiązującego prawa Polska bardziej przypomina republiki azjatyckie, niż zachodnie cywilizacje. Mognolia, Azerbejdżan, Inguszetia itp… Wiecie sami.
            Pierwszy z programów (a właściwie migawki w serwisach informacyjnych TV i Onetu) poświęcony był okrucieństwu, wręcz katowaniu zwierząt w trakcie handlowania nimi na „targach zwierzęcych” i transportu do ubojni. Bicie, kopanie, przewożenie w workach lub bagażnikach samochodów, porażanie w najwrażliwsze części ciała paralizatorami… O skurwysynach, którzy się dopuszczają tego bestialstwa i jednocześnie PRZESTĘPSTWA, napiszę może kiedyś indziej. Dziś chcę poświęcić parę słów tym, którzy dopuszczają do tego przestępczego bestialstwa, przymykają na nie oko, tolerują… Choć nikt z oprawców ani się nie kryje z tym, co robi, ani też to, co się wyprawia na takich „targach”, nie jest dla nikogo żadną tajemnicą! Odbywają się one od dziesięcioleci, w biały dzień, a uczestniczą w nich tysiące osób. Nikt się tym specjalnie przez te dziesięciolecia nie przejmował. Tyle, że od kilku lat to, co ludzie robią ze zwierzętami podczas takich  „targów”, jest już…  przestępstwem. Czyli łamaniem obowiązującego w Polsce prawa… Podobnie jak często przestępstwem jest dopuszczanie do takiego jawnego łamania prawa przez instytucje, które są stworzone do tego prawa przestrzegania. I w tym celu utrzymywane przez Państwo lub samorządy.
            Mam tu oczywiście na myśli Policję, Straż Miejską, służby weterynaryjne, Prokuraturę, ale także rozdęte do granic absurdu urzędy wojewódzkie, powiatowe, gminne, burmistrzów i wójtów. W tych pierwszych wszyscy pracownicy, w tych drugich wybrane osoby mają OBOWIĄZEK czuwać nad przestrzeganiem prawa. Przeciwdziałać jego łamaniu. Mają to wpisane w zakres swoich obowiązków i za to pobierają pensje w wysokościach, o jakich na ogół zwykły obywatel może tylko pomarzyć…
            Jeśli policjant, strażnik miejski lub powiatowy weterynarz nie wiedzą o katowaniu tych zwierząt, choć wiedzą o tym niemal wszyscy dookoła, to niech wypierd***!!! Bo to oznacza, że rażąco zaniedbują swoje obowiązki i nie nadają się do tej pracy! Jeśli natomiast wiedzą i pomimo to tolerują, to nie tylko niech wypierd***, ale jeszcze odpowiadają karnie za zatajanie przestępstwa! Przyzwalanie na łamanie prawa, którego przestrzegania mają pilnować.
            Oczywiste, że strażnik miejski, zamiast szwendać się po targach zwierzęcych, woli wypisywać mandaty za nieprawidłowe parkowanie. Weterynarz robić kasę na lewej deratyzacji. A policjanci łapać na fotoradar kierowców, którzy jechali 15 km za szybko. Bo taki kierowca nie tylko nie da policjantowi w mordę ani go nie wyzywa, ale będzie się jeszcze przymilnie uśmiechać i przepraszać. Tyle, że i policjanci, i strażnicy nie mają w zakresie swoich obowiązków wpisanego zajmowanie się wyłącznie „łatwymi” przestępstwami i wykroczeniami. Tylko wszystkimi bez wyjątku! Policjant, który przekroczenie prędkości traktuje jak niedopuszczalne wykroczenie, a okrucieństwo wobec zwierząt jako mało istotny i mało szkodliwy społecznie epizod, to w ogóle nie jest żaden policjant. Kodeks karny nie zawiera stopniowania, który paragraf jest mniej ważny, a który ważniejszy. Albo czuwa się nad przestrzeganiem wszystkich, albo, de facto, nie czuwa się nad przestrzeganiem prawa w ogóle…
            A już zupełnie kuriozalna i żałosna jest sytuacja, gdy dowodów na łamanie prawa, podkreślam, łamanie prawa nie incydentalnie, ale notorycznie (!), i to nie na odludziu lub pod osłoną nocy, ale na oczach tłumu w biały dzień, organom ścigania muszą dostarczać przedstawiciele fundacji obrońców zwierząt i telewizji… niemieckiej!
            Mognolia, Azerbejdżan, Inguszetia itp… Czyli dzicz. Wiecie sami.

            Rozpisałem się o zwierzętach i nie mam już czasu na drugą sprawę. Jeszcze o niej napiszę. To będzie tekst o naszej kochanej, państwowo-kościelnej Komisji Majątkowej. Czyli o jednym, wielkim przekręcie, przy którym afera Amber Gold to pikuś…

1 komentarz:

  1. Mocny tekst, ale prawdziwy! Podpisuję się pod nim obiema rękami!

    OdpowiedzUsuń